To będzie inauguracja mundialu osobliwa. Mocny kandydat na najsłabszego gospodarza w dziejach zmierzy się z Arabią Saudyjską, czyli mocnym kandydatem na najsłabszego uczestnika tegorocznego turnieju.
Kto sądzi, że w czasie zapaści reprezentacji Polacy znęcali się nad nią ze szczególnym okrucieństwem, powinien pobrać edukację na rosyjskiej ulicy. Aż się robi tamtejszych piłkarzy szkoda.
Na przystanku metra, który przejął nazwę od pobliskich Wzgórz Worobiowych, stoją wielkie szklane słoje upamiętniające mundiale. Zmieściły się wszystkie, od 1930 do 2014 roku, bo to najdłuższa stacja w metropolii dostępna z obu brzegów rzeki Moskwa. Wewnątrz zdjęcia bohaterów, hołdy złożone mistrzom, każdy turniej opatrzono hasłem: „Narodził się król” (o Pelem), „Futbol wraca do domu” (złota Anglia) czy „Ręka Boga” (wiadomo). Spaceruję stamtąd do położonej na wzniesieniu strefy fanów, z której widać Łużniki i panoramę okolicy, w towarzystwie Maksyma i Wasilija, studentów pałających do drużyny niemal nienawiścią. Nie chodzi im o to, że przegrywa. Nie, gardzą piłkarzami jako utracjuszami bez ambicji i honoru, którym nie chce się nawet wyjeżdżać na Zachód, bo rodzime kluby haniebnie ich przepłacają, a wysilać się nie trzeba.

Continue reading...