Porozumienie o błyskawicznym zwrocie migrantów do Hiszpanii zakłada wydalenia tych osób w ciągu dwóch dni od zjawienia się na granicy Niemiec. To cios w antyimigracyjną retorykę populistów.
Na początku czerwca kanclerz Niemiec Angela Merkel stanęła przed bodaj największym kryzysem od objęcia władzy. Minister Spraw Wewnętrznych i lider jej bawarskiego koalicjanta CSU Horst Seehofer zagroził odejściem z rządu, jeśli kanclerz szybko nie znajdzie rozwiązania kryzysu migracyjnego. Politykom udało się zażegnać konflikt uzgadniając plan podpisania umów z poszczególnymi państwami Unii, tak aby te przyjmowały migrantów, którzy przed dotarciem do Niemiec złożyli wcześniej wnioski o azyl w tych krajach. Rząd w Berlinie właśnie podpisał pierwszą umowę regulującą zwroty tzw. wtórnych migrantów z Hiszpanią. Porozumienie o błyskawicznym zwrocie migrantów do Hiszpanii zakłada wydalenia tych osób w ciągu dwóch dni od zjawienia się na granicy Niemiec. Poza stanowieniem precedensu dla tego typu umów, porozumienie jest kluczowe ze względu na wzrost znaczenia Hiszpanii w kryzysie migracyjnym. Mimo osłabienie napływu nowych migrantów do Europy, po raz pierwszy od wybuchu kryzysu migracyjnego w 2015 r. to przez Hiszpanię na kontynent przedostało się najwięcej osób. Od stycznia przez ten kraj do Unii dotarło niemal 28 tys. osób, a i Grecję – odpowiednio 19 i 16,5 tys. migrantów. W najbliższym czasie Niemcy podpiszą podobne umowy z 14 krajami Unii, w tym z Polską, Austrią i Francją. Rząd w Berlinie dość łatwo osiąga porozumienia z innymi państwami, ponieważ dotyczą one najwyżej kilkuset osób miesięcznie. Porozumienia mają jednak kluczowe znaczenie polityczne. Tak zwani wtórni migranci są jednym z głównych tematów debaty publicznej u naszych zachodnich sąsiadów, a ich obecność jest uważana za jeden z głównych powodów wzrostu poparcia dla antyimigracyjnych populistów z Alternatywy dla Niemiec. Najwyższym wyzwaniem stojącym przed negocjatorami Merkel będzie przekonanie do umowy Włochów. Jeden z liderów populistyczno-nacjonalistycznej koalicji Matteo Salvini w czerwcu zapowiadał, że za jego rządów Włochy przestaną być obozem uchodźczym Europy, jasno w ten sposób sygnalizując zaostrzenie polityki migracyjnej. Rząd w Rzymie rozpoczął likwidację obozowisk Romów na terenie kraju, pojawiły się też pierwsze przypadki nieprzyjmowania migrantów z morza do włoskich portów. Rząd premiera Antonio Conte jednocześnie musi stawić czoła protestom migrantów pracujących w tamtejszym sektorze rolniczym. 8 sierpnia tysiące z nich wyszło na ulice sprzeciwiając się głodowym pensjom i ciężkim warunkom pracy – pretekstem do demonstracji była śmierć 16 migrantów przewożonych między miejscami pracy. Działania rządu w Berlinie mają być na poziomie Rady Europejskiej. Przede wszystkim są kreowane na użytek wewnętrzny – mają pomóc CSU osiągnąć jak najlepszy wynik w październikowych wyborach regionalnych w Bawarii. Podpisanie umowy z Hiszpanią i perspektywa zawarcia podobnych porozumień z tuzinem innych państw Unii ma jednak wielkie znaczenie polityczne. Uderza bowiem w antyimigracyjną retorykę prawicowych i populistycznych rządów w Wiedniu, Warszawie, czy Rzymie. Daje też nadzieję na wypracowanie nowego kompromisu migracyjnego na poziomie całej Unii. Dotychczas nie było to niemożliwe ze względu na jeden z bardziej absurdalnych sojuszy blokujących we wspólnocie. Wypracowane rozwiązania blokowała koalicja największych adwokatów solidarności migracyjnej (np. Włochy, Grecja) i krajów odmawiających przyjęcia do siebie jakichkolwiek migrantów (np. Polska i Węgry). Jedni oczekiwali wprowadzenia efektywniejszych mechanizmów relokacji migrantów, a drudzy nie chcieli żadnego odgórnego i przymusowego systemu relokacji. Sukces Niemców pokazuje, że po nałożeniu odpowiedniej presji możliwe jest przekonanie sceptycznych krajów do podpisania niepopularnych umów migracyjnych i pchnąć rządy do uzgodnienia wspólnej metody zarządzania w kryzysie.

Continue reading...