Emisje gazów cieplarnianych rosną w Australii trzeci rok z rzędu, oddalając ten kraj od realizacji zobowiązań klimatycznych zapisanych w porozumieniu paryskim. Po porzuceniu przez nowy gabinet pod przywództwem premiera Scotta Morrisona prog
Zgodnie z logiką porozumienia paryskiego z 2015 roku, zakładającego dobrowolność deklaracji dotyczących przyszłych redukcji emisji gazów cieplarnianych przez państwa, konserwatywny rząd Australii pod przewodnictwem premiera Tony’ego Abbota zadeklarował redukcję emisji gazów cieplarnianych o 26 proc. do 2030 roku (wobec 2005 roku), przyjmując bardzo ostrożne stanowisko w porównaniu do innych państw rozwiniętych.
Dla porównania członkowie Unii Europejskiej zobowiązali się w 2014 roku do redukcji emisji o 40 proc. do 2030 roku (licząc względem 1990 roku).
System uzupełniają małe podmioty, gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa, które sprzedają do sieci energetycznej wyprodukowany przez siebie prąd, głównie z niewielkich paneli słonecznych bądź turbin wiatrowych, uzyskując na to grant inwestycyjny. Ceny energii miały spadać dzięki coraz większej jej podaży na rynku.
Dodatkowo powołano publiczne instytucje klimatyczne, na czele z „zielonym bankiem” Clean Energy Finance Corporation (wspierającym do całkowitej sumy 7 mld USD przedsięwzięcia z zakresu „czystej” energii) oraz Emissions Reduction Fund, który to fundusz przeznacza ok. 2 mld USD w odkupywanie tak zwanych ACCUs, australijskich jednostek kredytu węglowego, które można stworzyć dzięki projektom redukującym emisje, w dziedzinach tak różnych jak efektywność energetyczna, zarządzanie odpadami czy hodowla zwierząt.
Wadą tych polityk jest jednak ograniczenie czasowe (w przypadku RET) i niepewne finansowanie, które spotyka się z opozycją części rządzącej Partii Liberalnej (konserwatystów), dążącą do wypracowania nadwyżki budżetowej. Od 2020 roku RET-y przestaną rosnąć, a ustawodawstwo z nimi związane pozostanie w mocy do 2030 roku.
Inne kłopoty polityki energetycznej Australii wynikają także z jej struktury federalnej. Z wymienionymi wyżej programami rządowymi współistnieją mechanizmy stosowane na poziomie stanów i terytoriów, a cele władz federalnych i stanowych nie zawsze pozostają zbieżne.
Dla przykładu wyłączenie siłowni węglowych w Nowej Południowej Walii (ze stolicą w Sydney) i Wiktorii (Melbourne), starających się być liderami australijskiej i światowej walki ze zmianami klimatu, było jedną z przyczyn niedoboru mocy na rynku i związanego z nim gwałtownego wzrostu cen konsumenckich w ostatnich latach.
Te wyzwania związane z ograniczeniami czasowymi, finansowymi i pewnym niedostatkiem koordynacji miał rozwiązać pakiet działań regulacyjnych, zwanych Narodową Gwarancją Energetyczną (NEG).
Obecnie partie polityczne wydają się coraz bardziej spolaryzowane na tle polityki klimatycznej i środowiskowej. Rządzący konserwatyści z Partii Liberalnej głoszą, że żaden plan nie jest potrzebny, gdyż w poprzednich latach udało się uruchomić mechanizmy rynkowe sprawiające, że projekty energetyki odnawialnej są opłacalne bez dotacji centralnych, a mimo – ich zdaniem przejściowego – wzrostu ogólnego poziomu emisji, spada w nich udział sektora energii elektrycznej, jak również poziom emisji na głowę mieszkańca.
Opierając się na ekspertyzach klimatycznych, opozycyjni laburzyści pod przywództwem Billa Shortena przekonują, że w celu dotrzymania paryskich zobowiązań konieczne jest ograniczenie emisji z produkcji energii o 45 proc. do 2030 roku (względem 2005 roku), między innymi przy użyciu mechanizmów proponowanych w NEG. Zaletą tego programu było dostarczenie narzędzi, które działałyby niezależnie od konkretnych celów redukcji emisji.
Wynik wyborów w Australii, które odbędą się w 2019 roku, jest trudny do przewidzenia. Choć sondaże wciąż dają przewagę opozycyjnym laburzystom i zielonym, po zmianie premiera rządząca konserwatywna koalicja traci tylko 3 punkty do lewicy (39 do 36), a obecny premier bije na głowę Billa Shortena w kategoriach poparcia jako szefa rządu (w stosunku 45 do 32). Na ostateczną decyzję wyborców decydujący wpływ może mieć właśnie odpowiedź na pytanie, kto będzie lepszym premierem.
Obecnie brak jest realistycznego planu, który zapewniłby utrzymanie umiarkowanie ambitnych zobowiązań klimatycznych z Paryża. Wśród ekspertów panuje dość powszechna zgoda, że osiągnięcie założonych celów zależy w dużej mierze od polityki energetycznej, a konkretnie od sposobu wytwarzania energii elektrycznej. Bez dużych zmian jeszcze co najmniej przez dekadę trzy piąte australijskiej energii pochodzić będzie z węgla.
Gospodarce szkodzi zawieszenie w polityce energetycznej. Organizacje biznesowe opowiadają się za powrotem do pakietu NEG. Projekty energetyczne, planowane zwykle na wiele lat naprzód i mające działać przez dekady, są obecnie wstrzymywane z powodu ryzyka regulacyjnego. Brak jasnej długofalowej polityki energetyczno-klimatycznej nadweręża też pozycję Australii w regionie, którego szczególnie dotykają konsekwencje zmian w środowisku naturalnym. Niedotrzymywanie zobowiązań klimatycznych jest odbierane przez wyspiarzy jako polityka pośrednio godząca w ich interesy.
Jak zwykle w przypadku państw federalnych, przy zawirowaniach na poziomie rządu centralnego, firmy inwestujące w obszar energetyki powinny orientować się na względnie stabilne zasady na poziomie stanów, terytoriów i miast. Należy przy tym pamiętać o niezwykłej rozpiętości postaw środowiskowych i polityk w Australii: od braku właściwie jakichkolwiek zobowiązań klimatycznych w Australii Zachodniej, aż po Wiktorię i Nową Południową Walię, gdzie prawie połowa wytwarzanej energii pochodzi ze źródeł odnawialnych, a dzięki publicznemu wsparciu panele fotowoltaiczne są w co szóstym gospodarstwie domowym.

Continue reading...