Home Polish Polish — mix Krwawe spory szlachty i duchowieństwa. Ani kontusz, ani sutanna nie były kuloodporne

Krwawe spory szlachty i duchowieństwa. Ani kontusz, ani sutanna nie były kuloodporne

43
0
SHARE

Wydawać by się mogło, że wszyscy feudałowie byli sprzymierzeni przeciw drenowanym przez siebie plebejuszom miast i wsi. Dawna codzienność i w tym względzie nijak nie chce się wpasować w mityczne schematy. Bo ani kontusz, ani sutanna nie były kuloodporne. Co więcej, duchowna suknia skrywała niejednego sarmatę, który częstokroć różaniec zamieniał na armatę nie przeciwko zarobionym po uszy plebejom, ale by chronić ich przed takim samym jaśniepanem jak on sam.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej “Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami! Foto: Newsweek

Kiedy śledzimy staropolską codzienność, familiarny obraz z fraszek Jana Kochanowskiego ustępuje nieujarzmionemu światu, gdzie rządzi szabla i cep, gdzie przemoc wygrywa z prawem, a diabeł Boruta bierze się za bary ze Świętym Izydorem, patronem rolników. Dobre relacje i miłowanie bliźniego swego wiszą oto na cienkiej nici racjonalności. Niejeden pleban wiejski pochodzący ze szlacheckiej rodziny jeszcze za młodu pobierał pod okiem ojca naukę fechtunku, tak jak pochodzący z chłopstwa wikary dobrze umiał robić cepem. Przemoc fizyczna obcą księdzu więc nie była.

Duchowni są nie tylko pasterzami swych parafian, ale i przedsiębiorcami, ziemianami prowadzącymi własne folwarki, a czasem trzeba odpierać szlacheckie najazdy z sąsiedztwa stosując również starotestamentowe porzekadło: “oko za oko”. Sami nieraz napadają na czele swych chłopów leżące w pobliżu osady, z których właścicielami weszli w konflikt. Owe małe wojenki graniczne miały najczęściej źródła w życiu gospodarczym. Krzywdzenie poddanych sąsiada, zaorywanie gruntów, tratowanie bydłem upraw — to wszystko mogło prowadzić do rozlewu krwi i przewlekłego procesu sądowego. Nadto, zgromadzone bogactwo kusiło niektórych duchownych do życia na pokaz i drażniło zubożałą szlachtę. Jeden z plebanów tak poimprezował, że wracając po pijanemu z libacji u kolegów spadł z konia do niewielkiego potoku i już zeń nie wyszedł, utopiwszy się w płyciźnie.

Krewcy duchowni

Źródłem konfliktów są przede wszystkim dochody finansowe. Szlachcic mający w swych dobrach kościół parafialny jest jego opiekunem (kolatorem) i stara się wpływać prawem i lewem na dobór odpowiedniego duchownego na plebana, z którym jakoś będzie mógł sobie ułożyć relacje. Ci zaś prowadzą swoje interesy, kumulują dobra ziemskie, tytuły i dochody jak ksiądz Krzysztof Świątecki, prowadzący jednocześnie dwie wiejskie parafie pod Krakowem w Tenczynku i Więcławicach, oddalone od siebie o dystans biegu maratońskiego. Świątecki urodził się jako Żyd, dokonał konwersji i sam został katolickim księdzem. O wiele bardziej niż ze szlachtą i dawnymi braćmi w wierze dogadywał się z chłopami.

Przykłady na krewkość duchownych sypią się jak z rękawa. Pleban z małopolskiego Niegardowa najechał ze swymi poddanymi wieś Czechy, należącą do pani Zofii Czeskiej, i pobił kmiecia Stanisława Grabaja, bo ten nie wymłócił mu zboża wyznaczonego jako dziesięcina.

Continue reading...