27. Finał WOŚP odbędzie się w niedzielę 13 stycznia 2019 roku. Leszek Olejarczyk z krakowskiego międzyszkolnego sztabu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy opowiedział nam, jak wyglądało granie z Jurkiem Owsiakiem na przestrzeni lat.
Leszek Olejarczyk (z lewej) wraz z rodzicami grają z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy praktycznie od samego początku. •Fot. Facebook / Leszek OlejarczykKamil Rakosza12 stycznia 2019Kiedy Leszek zaczynał swoje granie z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, był 10-letnim chłopcem. Kwestując wraz z mamą na ulicach krakowskiego Kazimierzam zdarzyło mu się przeżyć nieprzyjemne chwile. – Dziś jest inaczej. Nawet przechodnie, przychylni WOŚP, zwracają uwagę na bezpieczeństwo wolontariuszy – zapewnia. Jak wyglądało kwestowanie 21 lat temu, kiedy zaczynałeś swój wolontariat na rzecz WOŚP? Leszek Olejarczyk, Menadżer Krakowskiego Międzyszkolnego Sztabu WOŚP: W ten świat wciągnęli mnie moi rodzice, przede wszystkim moja mama. Kiedy zaczynałem, byłem bardzo młodym dzieciakiem – miałem 10 lat. Przez kilka lat chodziłem z puchą po Krakowie, potem moi rodzice założyli sztab i wkręciłem się w robotę organizacyjną.
Po kilku latach praca w sztabie okazała się na tyle wymagająca, że musiałem zrezygnować z kwestowania na ulicy. Klimat lat 90. w Polsce nie wydaje mi się bezpieczny dla 10-latka biegającego z puszką po Kazimierzu.
Dlatego cały czas towarzyszyli mi moi rodzice. Nawet dzisiaj, kiedy mamy ogromne wsparcie różnych służb porządkowych, nie odważyłbym się puścić na ulicę 12,13-latków bez opieki starszych wolontariuszy.
Kiedy zaczynałem, to był jakiś siódmy albo ósmy finał, wtedy zdarzało się więcej nieprzyjemnych incydentów z udziałem kwestujących. Musieliśmy się zmagać z większą liczbą przeciwników fundacji niż teraz, nadzór nad dzieckiem zbierającym pieniądze był niezbędny. Dziś nawet zwykli przechodnie, przychylni WOŚP, zwracają uwagę na to, czy z wolontariuszami jest wszystko okej i nic nie zagraża ich bezpieczeństwu. Puszka WOŚP – znak rozpoznawczy każdego wolontariusza.•Fot. Franciszek Mazur / Agencja GazetaPamiętasz jakiś niebezpieczny incydent z początków swojego wolontariatu?
To chyba był nawet mój pierwszy finał w roli kwestującego. Zbieraliśmy z mamą pieniążki na Kazimierzu i przyczepił się do nas jeden z przeciwników fundacji. Chodził za nami blisko godzinę – wyzywał nas i Jurka, miał pretensje do tego, co robimy.
W naszym sztabie uczymy wolontariuszy, by takie osoby zbywać uśmiechem, dziękować za uwagi i przechodzić dalej, co wtedy zrobiliśmy. Ten gość jednak się uwziął i poszedł za nami. Łaził za nami, wyzywał. W końcu jednak chyba mu się znudziło i po prostu się zwinął. Czy w trakcie twojej pracy w sztabie wolontariusze często zgłaszali różne nieprzyjemne incydenty – kradzież puszek, wyzwiska czy doświadczanie innych rodzajów agresji?
Od jakichś 5-7 lat właściwie nie.

Continue reading...