Домой Polish — mix 116 111

116 111

489
0
ПОДЕЛИТЬСЯ

116 111 — Dzieci dzwonią do nas po to, żeby zmienić swoją sytuację, a to zawsze wymaga odwagi. Pamiętam 15-letniego chłopca, który doświadczał makabrycznej przemocy w domu. Nigdy nie zapomnę, jak w przejmujący sposób, jąkając się i połykając łzy, wyznał, że ojciec bije go pogrzebaczem. Sytuacja
— Dzieci dzwonią do nas po to, żeby zmienić swoją sytuację, a to zawsze wymaga odwagi. Pamiętam 15-letniego chłopca, który doświadczał makabrycznej przemocy w domu. Nigdy nie zapomnę, jak w przejmujący sposób, jąkając się i połykając łzy, wyznał, że ojciec bije go pogrzebaczem. Sytuacja trwała od lat, aż wreszcie coś w nim pękło i zadzwonił. (…) Naprawdę nie zliczę, ile razy słyszeliśmy, że jesteśmy ostatnią deską ratunku — mówi w rozmowie z Interią Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Justyna Mastalerz, Interia.pl: Kiedy teraz rozmawiamy, w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę pewnie znów dzwoni telefon. Ktoś woła o pomoc. Ile takich połączeń dziennie odbieracie?
Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę: — Aktualnie to jest średnio 300 telefonów dziennie i nawet 30-40 wiadomości przez stronę internetową. Natomiast to, ile odbierzemy połączeń, jest związane tylko i wyłącznie z tym, jak długo będzie trwała indywidualna rozmowa. Środki, jakimi dysponujemy, pozwalają na obsługę maksymalnie pięciu stanowisk. Wiemy, że połączeń i wiadomości jest zawsze więcej, niż jednocześnie pracujących konsultantów. Dzieci dzwonią na telefon, który jest po prostu rozgrzany do czerwoności.
Ze statystyk wynika, że w ciągu dziesięciu lat działalności odebraliście już ponad 1,2 mln połączeń. Mimo to słychać głosy, że jesteście niepotrzebni.
— Te liczby pokazują, że problem braku systemowego wparcia dla najmłodszych jest realny i trudno temu zaprzeczać. Od lat o nim mówimy, ale niewiele się dzieje w zakresie profilaktyki czy rozwoju oferty pomocy. W Polsce mamy ponad 6 milionów dzieci, a odejmując te, które jeszcze nie mówią, to zostaje około 4 milionów. Łatwo więc wyliczyć, że ponad 1/4 wszystkich dzieci w Polsce przynajmniej raz do nas zadzwoniła. Naprawdę nie zliczę, ile razy słyszeliśmy, że jesteśmy ostatnią deską ratunku.
Dzieci w jakim wieku najczęściej dzwonią na Telefon Zaufania?
— Najczęściej dzwonią dzieciaki w wieku 13,15,18 lat i trochę młodych dorosłych. Ale kontaktują się też młodsze dzieci, dosyć często z grupy wiekowej od 10. roku życia. Nastolatkom często towarzyszymy w momencie pojawiających się w ciele zmian związanych z okresem dojrzewania. Są dla nich niezrozumiałe, ciekawe, intrygujące, ale nie mają kogo zapytać. Lepiej, że dzwonią do nas i o tym rozmawiają, niż mieliby wejść do internetu i, szukając odpowiedzi, znaleźć pornografię, nieprawdziwe informacje czy szkodliwe treści.
Z czego jeszcze się zwierzają?
— Czasami sytuacja dotyczy problemów z cerą, z odżywaniem, zerwania z chłopakiem/dziewczyną, relacji rówieśniczych, a innym razem tego, że ktoś nie ma już siły dalej żyć. Bardzo często proszą, żeby «nikomu nie mówić» — zazwyczaj chodzi wtedy o sytuacje wykorzystania seksualnego, ostrej przemocy w domu, myśli czy prób samobójczych. Są też przypadki, kiedy nastolatki mówią: «Za żadne skarby mnie pani nie przekona, żebym się nie zabił». A jednak się udaje. I nie chodzi tu o przekonywanie, ale o zwyczajną rozmowę, zaopiekowanie się lękiem i pokazanie dziecku, że można poradzić sobie z najtrudniejszymi problemami. Bez kontaktu wzrokowego, bez możliwości przytulenia, bez złapania za rękę, czy podania chusteczki, udaje się nam zbudować więź z człowiekiem, który jest w kryzysie.
To długie rozmowy?
— Są dni, że każde zgłoszenie wymaga nawet 40- czy 60-minutowej rozmowy. Kiedy dziecko mówi o problemie, to nie wyznaje od razu: «Dzień dobry, mam na imię Pola, mam myśli samobójcze». Najczęściej ujawnienie tego właściwego problemu następuje po dłuższej rozmowie, po około 20-30 minutach budowania zaufania, pokazania otwartości i tego, że ich nie oceniamy. Dzieci mówią: «No, ostatnio tak się jakoś gorzej czuję…». Czekają, aż rozpakujemy ich historię, jak chińskie pudełko. Ujawnianie problemu jest czasem jak rozwiązywanie zagadki.
«Testują» osobę po drugiej stronie telefonu.
— Bardzo często. Testują nas, bo boją się odrzucenia, niezrozumienia, oceny. My staramy się zrozumieć przeżycia, możliwości i potrzeby dziecka, poznać genezę samego problemu. Nie dajemy rad ani gotowych rozwiązań, chociaż dzieci często o to proszą: «Niech mi pani powie, co pani by zrobiła na moim miejscu?». My jesteśmy od tego, żeby zbudować z dzieckiem partnerski kontakt, żeby pokazać mu, jaką ma w sobie siłę. Pomagamy mu to poczucie sprawczości i siły przywrócić, bo odpowiedź jest w dziecku, a nie w nas.
Udaje się wam przywrócić dzieciom odwagę?
— Z okazji 10. urodzin Telefonu 116 111 dostaliśmy na to sporo dowodów na piśmie. Odezwało się do nas wielu dorosłych, którym pomogliśmy, kiedy mieli 14-15 lat. Pisali, że rozmowa, która trwała 25 minut, odmieniła ich życie i są dziś innymi ludźmi. Dzieci dzwonią do nas po to, żeby zmienić swoją sytuację, a to zawsze wymaga odwagi. Pamiętam 15-letniego chłopca, który doświadczał makabrycznej przemocy w domu. Nigdy nie zapomnę, jak w przejmujący sposób, jąkając się i połykając łzy, wyznał, że ojciec bije go pogrzebaczem. Sytuacja trwała od lat, aż wreszcie coś w nim pękło i zadzwonił. W rozmowie powoli otwierał się, poczucie bezpieczeństwa rosło, napięcie emocjonalne spadało, aż wreszcie powiedział: «Przepraszam, że tak panią zaniepokoiłem, chyba przesadzam, wcale nie trzeba niczego robić w mojej sprawie». Przekonywał mnie, że codzienne katowanie, że bicie pogrzebaczem, to nic strasznego! Robił to, ponieważ bał się — że interwencja nie przyniesie niczego dobrego, że ojciec zaprzeczy, a jemu nikt nie uwierzy, że sytuacja tylko się pogorszy. Ta historia skończyła się dobrze, bo chłopiec odważył się zaryzykować, uwierzył, że go nie zostawimy. Tylko tą drogą mogliśmy mu pomóc. Każda zmiana wymaga ogromnej odwagi, jest trudna i przerażająca, bo wiąże się z niewiadomą i zagrożeniem porażką. Dlatego nie możemy żadnemu dziecku powiedzieć, co ma zrobić — bo dla nas nikt nie podejmie ryzyka. Dzieci muszą wiedzieć, że podejmują wyzwanie dla siebie samych. Tylko wtedy są w stanie się odważyć. Zresztą z dorosłymi jest tak samo.
Zdarzają się przypadki, że dzieci nie mogą się do was dodzwonić, bo linia jest zajęta? — Niestety. Trudno w to uwierzyć, ale są dzieci, które słyszą w słuchawce: «W tej chwili wszyscy konsultanci prowadzą rozmowy».

Continue reading...