Choć amerykańska akcja pojmania Nicolasa Maduro z Caracas trwała kilka godzin, to o jej skutkach będzie się mówiło jeszcze długo, szczególnie w kontekście geopolityki i wpływie administracji Donalda Trumpa na nią. Konsekwencje tej interwenc
• Choć obecne władze w Caracas oskarżają Donalda Trumpa o chęć zaboru ich potężnych złóż ropy naftowej, w rzeczywistości ta kwestia mogła nie być decydująca.
Świat zastanawia się nad skutkami operacji amerykańskich sił w Wenezueli, efektem której było pojmanie przywódcy kraju Nicolasa Maduro.
O wydarzeniach, które rozegrały się w sobotni poranek polskiego czasu – a w środku nocy w Caracas – szczegółowo i na bieżąco pisaliśmy w WNP.
O tym, jak szybka interwencja USA oraz ogólna sytuacja w regionie może odbić się na rynkach, opowiedział Michał Stajniak, wicedyrektor działu analiz XTB.
– Wkrótce przez amerykańskie władze ma zostać przedstawiony plan „pokoju, wolności i sprawiedliwości“ dla Wenezueli. Eksperci spekulują, że sukces operacji był możliwy dzięki cichej współpracy części wenezuelskich elit z Waszyngtonem – powiedział Stajniak.
Ekspert zwrócił uwagę na fakt, iż gracze na rynku ropy bacznie obserwowali rozwój sytuacji w Wenezueli i tego, jak wpłynie ona na światowe notowania surowca.
– Choć koncern PDVSA (państwowy koncern wydobywczy – przyp.red.) deklaruje ciągłość wydobycia, infrastruktura jest w fatalnym stanie i wymaga wielomiliardowych inwestycji, które przy obecnie niskich cenach ropy nie są możliwe. Bez względu na Wenezuelę rynek ropy w 2026 r. doświadczy dużej nadpodaży i zdecydowanie ważniejszym czynnikiem będzie Rosja i ewentualne dalsze próby pokojowe na Ukrainie – uważa ekspert XTB.
Ile ropy Wenezuela posiada, a ile surowca wydobywa?
Warto skupić się na gigantycznym potencjale naftowym Wenezueli. Faktycznie, według norweskiej Rystad Energy w 2024 r. wydobycie tamtejszej ropy wyniosło niemal 1 mln baryłek dziennie (i tendencja jest wzrostowa), jednak było to niecałe 1 proc. światowej podaży tego surowca.
Dodatkowo ropa w tym rejonie to złoża tzw. Pasu Orinoko, czyli terenu o powierzchni 55 tys. km kw. położonego wzdłuż rzeki o tej samej nazwie, na północy i północnym wschodzie kraju. Ok. 67 proc. produkcji (657 000 baryłek dziennie w 2024 r.) to tzw. ropa ciężka – bardzo gęsta, lepka, bitumiczna substancja, której wydobycie i późniejsza rafinacja wymaga drogiej, zaawansowanej technologii i jest znacząco bardziej energochłonna (trzeba fizycznie ją „wyciągnąć“, niż sama wypłynie pod ciśnieniem) i emisyjna niż lżejsza ropa taka jak amerykańska WTI, saudyjska Arab Light czy europejska Brent.
Aby częściowo zmienić ten stan, ropa z Wenezueli przed rafinacją jest mieszana z lżejszymi gatunkami albo z naftą czy kondensatem. Wenezuela importowała duże ilości tych produktów, m.in. z Iranu.
Z danych amerykańskiej agencji energetycznej EIA wynika, że wydobycie ropy w Wenezueli od objęcia władzy przez Hugo Chaveza w 1998 r. spadło 3,5-krotnie, a tylko w ciągu ostatniej dekady – 2,5-krotnie. W 2024 r. średnia dzienna produkcja była na poziomie 900 tys. baryłek, podczas gdy w 2015 r. było to prawie 2,6 mln. Jedną z pierwszych przyczyn spadku produkcji było zwolnienie po strajku z 2002 r. w PDVSA 18 tys. specjalistów. Brak inwestycji i serwisu powoduje stopniową degradację całego przemysłu naftowego Wenezueli.
Jak podkreśla agencja, z powodu braku serwisu zamknięte zostały już co najmniej dwie linie rafineryjne, a największy kompleks rafineryjny Paraguana Refining Center pracuje na poziomie ok.