Start Polish — mix Łącznie wzięli aż 13 ślubów i 11 rozwodów, ale dla siebie na...

Łącznie wzięli aż 13 ślubów i 11 rozwodów, ale dla siebie na zawsze pozostali tymi jedynymi

121
0
TEILEN

On nazywał ją Cycatką i zarzucał jej rozrzutność, ona jemu — pijaństwo, zazdrość i wołała na niego Dziobaty, z powodu blizn po ospie. Łącznie Elizabeth Taylor i Richard Burton wzięli aż 13 ślubów i 11 rozwodów, ale dla siebie na zawsze pozostali tymi jedynymi.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka“

Dziękujemy, że jesteś z nami! Foto: Newsweek

Już ich pierwsze spotkanie było burzliwe. On zapamiętał przede wszystkim jej biust i mocny makijaż, ona nawet specjalnie mu się nie przyglądała. Burton miał reputację mężczyzny, który sypia ze wszystkimi ekranowymi partnerkami, więc Taylor postanowiła nie ulec. Tym łatwiej jej to przyszło, że Kleopatra, w którą się wcielała, również nie pozwalała sobie od razu na słabość wobec Marka Antoniusza. Taylor zgodziła się zagrać w „Kleopatrze“ pod warunkiem, że otrzyma astronomiczną jak na tamte czasy gażę — milion dolarów. Producenci nie wiedzieli, kogo innego obsadzić w roli egipskiej królowej, więc przystali na jej warunki, czyniąc ją najlepiej opłacaną aktorką przez długie lata.

Trudniejszy był wybór jej filmowego partnera. Do roli głównego amanta wybrano Richarda Burtona. Wysoki, dobrze zbudowany, z przenikliwie niebieskimi oczami, nie budził początkowo entuzjazmu. I tak na jednym planie narodziły się dwie legendy. Aktorskiego duetu, który przez kolejne lata będzie ściągał miliony widzów do kin, i legenda wiecznych kochanków.

Ich romans wpisywał się w hol­lywoodzkie trendy lat 60. i 70., gdy studia cynicznie wykorzystywały skandale par, jak Marilyn Monroe i Arthura Millera czy Franka Sinatry i Mii Farrow, by podkręcać zainteresowanie filmami. Amerykański tygodnik „Variety“ napisze nawet: „Romans Taylor i Burtona wart jest milionów w box offisie“.

Lassie, wróć

Zanim Taylor stała się kobietą, która jednym spojrzeniem paraliżowała cały plan filmowy, była drobną dziewczyną z Londynu, wychowywaną w amerykańskiej rodzinie. Ojciec handlował dziełami sztuki, a matka, niedoszła aktorka, dbała o karierę córki. Szybko zaskarbiła sobie uznanie producentów filmowych w ­Hollywood, gdzie zapobiegliwa matka przeniosła się z nią chwilę przed wybuchem II wojny światowej.

W 1943 r. dostała niewielką rolę Priscilli w klasycznym już filmie „Lassie, wróć!“. Początkowo nic nie wskazywało, że odtwórczyni tej rólki będzie cieszyć się takim powodzeniem. Przed jej pojawieniem się widzowie najchętniej oglądali jasnowłose, „anielskie“ dziecięce gwiazdy w typie Shirley Temple czy Judy Garland. Plotka głosi, że dyrektor z Universal Pictures miał się nawet tłumaczyć, że według niego mała Liz „nie ma szans, bo jej oczy są za stare, nie ma twarzy dziecka“. A jednak… wkrótce potem dziewczynka podpisała dziesięcioletni kontrakt z wytwórnią.

I kiedy jej rówieśnicy bawili się na placach zabaw, ona przeszła pod kontrolę producentów filmowych. Uczęszczała do specjalnej szkoły, gdzie oprócz matematyki czy angielskiego uczyła się tańca, stepowania, śpiewu i szermierki. Szybko przeskoczyła do kategorii „prawie dorosłych“ gwiazd: z pełnym makijażem, w wydekoltowanych sukniach. W „Konspiratorze“ zagrała kobietę, która nie podejrzewa, że jej mąż jest radzieckim szpiegiem. Miała wówczas 17 lat i dla bezpieczeństwa film pokazano dopiero, kiedy stała się pełnoletnia.

Tak okradziona z dzieciństwa Elizabeth Rosemond Taylor czekała tylko na księcia, który obdarzy ją upragnioną miłością. Pierwszy ślub wzięła, mając 18 lat.

Szorstki i gotowy

Burton urodził się w Port Talbot w Walii w 1925 r., jako Richard Walter Jenkins. Kiedy miał 17 miesięcy, stracił matkę, która powiła wtedy 13. dziecko i zmarła w efekcie komplikacji poporodowych. Ojciec, zwany „12 kufli“, nie interesował się potomstwem i przyszłym aktorem zaopiekowała się starsza siostra.

Chłopak miał znakomitą pamięć i piękną sylwetkę, dzięki czemu od najmłodszych lat wybierano go do szkolnych przedstawień. Jego talent i pracowitość zwróciły uwagę nauczyciela, który formalnie go usynowił i nadał nazwisko Burton. Wkrótce młody Richard odkrył scenę. Już w 18. roku życia dostrzegło go środowisko teatralne, a sam sir John Gielgud, uważany za „Hamleta wszech czasów“, stwierdził, że ma „naturalny talent aktorski“ i ogromny potencjał.

Również w życiu prywatnym Burton był, jak po latach określił to jeden z krytyków, „szorstki i gotowy“. Przystojny, błękitnooki, z aksamitnym, głębokim głosem, „który brzmiał jak skrzypce z basem“, robił piorunujące wrażenie na kobietach.

Dwoje pod wulkanem

Pierwsze wspólne zdjęcia Taylor i Burtona do „Kleopatry“ zaplanowano na koniec stycznia 1962 r.

Continue reading...