Home Polish — mix Ekspert: "Państwo powinno eliminować z systemu tzw. drukarnie dyplomów”

Ekspert: "Państwo powinno eliminować z systemu tzw. drukarnie dyplomów”

119
0
SHARE

Afery takie jak z Collegium Humanum sprawiają, że dyplom wyższej uczelni ma coraz mniejszą wartość – mówi prof. Jakub Brdulak, sekretarz Polskiej Komisji Akredytacyjnej.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej « Newsweeka »

Dziękujemy, że jesteś z nami! Foto: Newsweek

Newsweek: Co afera Collegium Humanum powiedziała nam o polskim szkolnictwie wyższym?

Prof. Jakub Brdulak: – To z pewnością nie jest laurka. Sposób funkcjonowania Collegium Humanum, które teraz nazywa się « Varsovia », to mechanizmy dosyć typowe dla tak zwanych fabryk czy drukarni dyplomów. Ich charakterystyczne cechy to minimalizacja kosztów procesu kształcenia, a tak naprawdę brak odpowiedzialności za rezultaty nauczania w modelu stricte biznesowym i brak misyjnego myślenia o szkolnictwie wyższym. Skutek jest taki, że system szkolnictwa wyższego w Polsce jest stawiany w jednym szeregu z Maltą i Cyprem.

Co to znaczy?

– Malta już została wykreślona z EQAR, czyli Europejskiego Rejestru Instytucji Działających na rzecz Zapewnienia Jakości w Szkolnictwie Wyższym. Także Cypr jest przedmiotem troski naszych europejskich partnerów. A teraz również Polska dołącza do tego grona z takimi właśnie systemowymi mechanizmami, które wskazują, że mamy kłopot.

Jakie to mechanizmy?

– Pierwszy, który generuje problem, polega na tym, że w Polsce mogą działać na uczelniach kierunki bez oceny. Europejski obszar szkolnictwa wyższego jest zbudowany na założeniu, że wszystkie kierunki czy programy studiów są ocenione i dzięki temu widoczne w bazie, która się nazywa DEQAR. Prawo wgrywania ocen do tej bazy mają tylko komisje czy agencje zapewniające jakość, wpisane właśnie do EQAR-u. U nas to Polska Komisja Akredytacyjna.

Chyba nikt się w Polsce nie zastanawia, czy jakiś kierunek na uczelni został oceniony, czy nie.

– Bo nie odrobiliśmy pracy domowej.

Kto powinien ją odrobić?

– Po pierwsze ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego i oczywiście Polska Komisja Akredytacyjna. Ta dyskusja powinna się toczyć w Polsce od dawna i schodzić do poziomu zwykłego obywatela. Tak, by mu uświadomić, że szkolnictwo wyższe to trochę bardziej skomplikowana kwestia niż prosty mechanizm rynkowy, że płacę i dostaję dyplom albo nie płacę, więc dyplomu nie mam. Ale żeby była jasność: to nie jest tylko nasz kłopot, zmaga się z nim cały europejski obszar szkolnictwa wyższego. Na przykład Rumunia mniej więcej 15 lat temu była w podobnej sytuacji. Różnica polega jednak na tym, że tamtejsze ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego pochyliło się nad problemem i uznało, że dyplom uczelni wyższej to jest dobro publiczne. Doprowadziło do tego, że można realizować tylko kierunki ocenione pozytywnie przez rumuńską agencję zapewniającą jakość. A ocena dotyczy określonej liczby studentów.

Co to znaczy?

– Jeżeli Rumuńska Komisja Akredytacyjna ocenia kierunek, na którym jest stu studentów, to centralnie wydawanych jest 100 dyplomów. Wie pani, ilu studentów ma teraz uczelnia « Varsovia »?

Kilkanaście tysięcy.

– W systemie POL-m jest ich prawie 16 tys., co nie zmienia faktu, że jutro może być więcej, bo POL-on nie zamraża tych danych, więc są one dość mgliste. Zresztą ze sprawdzaniem też jest kłopot. Polska Komisja Akredytacyjna została wyposażona w mechanizm audytowy, ale zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym, nadzór nad uczelniami sprawuje minister, który ma prawo powoływać zespoły kontrolerskie. I tylko ministerstwo ma prawo kontrolować uczelnie pod kątem legalności.

Robi to kiedykolwiek?

– Jeśli się nie mylę, w całym 2025 roku były 4 kontrole. Polska Komisja Akredytacyjna w tym czasie wykonała ok. 500 ocen oceniając około 800 programów studiów. A mamy w Polsce 10 tys. programów studiów. A przecież PKA ma podpowiadać uczelniom, jak mają być spójne z europejskim obszarem szkolnictwa wyższego, a nie kontrolować.

Proces Boloński polegał na tym, że się umówiliśmy w ramach europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego, że będziemy docelowo uznawać nasze dyplomy.

Continue reading...