Home Polish Polish — mix Pierwszy shake-hand w oblężonym Hamburgu

Pierwszy shake-hand w oblężonym Hamburgu

272
0
SHARE

Przed trudnymi rozmowami na szczycie G-20 Trump zdobył punkty w Warszawie
Donald Trump i Władimir Putin po raz pierwszy uścisnęli sobie dłonie wczoraj o godz. 13 w Hamburgu. Jak doniosły amerykańskie media, Trump poklepał przy tym Putina po ramieniu. Właściwa rozmowa przywódców odbyła się późnym popołudniem i potrwała dwie godziny i szesnaście minut, czyli znacznie dłużej, niż pierwotnie zakładano. Jak stwierdził sekretarz stanu USA Rex Tillerson, między politykami była „pozytywna chemia”. Od stycznia, gdy Trump objął urząd, rozmawiał z Putinem czterokrotnie, ale tylko przez telefon. Rosyjski prezydent poinformował z kolei, że omawiał z Trumpem sprawy dotyczące Syrii, Ukrainy, cyberbezpieczeństwa oraz walki z terroryzmem. Według szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa uzgodniono zawieszenie broni na południu Syrii od niedzieli. Trump miał także kilka razy poruszyć temat domniemanej rosyjskiej interwencji w amerykańskie wybory prezydenckie. Jak powiedział Tillerson, Putin zaprzeczył. Rozpoczęty wczoraj w Hamburgu szczyt G-20, czyli spotkanie liderów najbardziej rozwiniętych krajów świata, będzie kontynuowany dzisiaj. Podsumowując piątek, gospodarz – kanclerz Niemiec Angela Merkel – za szczególnie trudną uznała dyskusję o wolnym handlu i ochronie klimatu. Głównymi tematami rozmów w Hamburgu są kwestie porozumienia klimatycznego, walki z terroryzmem, wsparcia dla krajów afrykańskich, protekcjonizmu w światowym handlu i aktualnych konfliktów zbrojnych na świecie, m.in. w Syrii i na Ukrainie. Trump, który do Hamburga przyleciał w czwartek prosto z Warszawy, był wczoraj od samego rana bardzo aktywny na swoim twitterowym profilu w internecie. Środowo–czwartkową wizytę w Polsce określił jako bardzo udaną. Podziękował wszystkim, nawet hejterom, za świetne przyjęcie jego przemowy na placu Krasińskich w Warszawie. Przed wizytą na szczycie G20 amerykański prezydent, który we własnym kraju nie ma najlepszej prasy, chciał poprawić swoją pozycję, zarówno w oczach Putina, jak i dotychczasowych sojuszników. Doradcy przekonali Trumpa, że najlepiej zrealizuje ten cel odwiedzając Warszawę. I rzeczywiście w naszej stolicy fetowany był jak papież. Pogroził palcem Rosji, skrytykował moralną oraz ideową stagnację Europy Zachodniej i wyjechał, nie obiecawszy tak naprawdę niczego, co byłoby dla USA problematyczne. Ale Polsce i jej historii zrobił znakomitą reklamę, zalewając wszystkich potokiem ładnych i ważnych słów. Jego przemówienie trafiło na czołówki mediów na całym świecie. Podczas polsko-amerykańskich rozmów pojawił się też temat katastrofy smoleńskiej. – Zwróciliśmy się do Amerykanów o dodatkowe informacje na ten temat. Powiedzieliśmy też, że jesteśmy zainteresowani udzieleniem nam wsparcia w zakresie uzyskania wraku Tu-154 M – zdradził wczoraj w programie „Gość Radia Zet” szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch. Trump miał na to zareagować powściągliwie. – Kiwnął głową, że przyjrzy się tej kwestii – powiedział Soloch. Wizyta Trumpa w Warszawie pozostanie w pamięci ze względu na swój wymiar symboliczny. Zapamiętamy nie tylko buczenie na Lecha Wałęsę czy przedstawicieli opozycji, ale lekcję historii Polski – napisała BBC. Trump dał ją na tle pomnika Powstania Warszawskiego. Zupełnie inaczej ocenia to większość mediów niemieckich, ale i niektóre brytyjskie pozwoliły sobie na uszczypliwości. „The Guardian” nie omieszkał napisać, że w czasie przemówienia Trumpa tłum wyzwał opozycję od zdrajców i złodziei. Według brytyjskiego dziennika amerykański prezydent wygłosił w Polsce mowę zabarwioną nacjonalistycznie i „wykonał ukłon w stosunku do rządzącej, prawicowej, kontrowersyjnej partii Prawo i Sprawiedliwość”. „Zwieziony autobusami tłum był zachwycony Trumpem” – donosił z kolei „The Independent”. Przelot z Warszawy do Hamburga okazał się dla Trumpa podróżą z sielanki wprost w piekielne odmęty. „Witamy w piekle” – takim hasłem witali go demonstranci. Tysiące ludzi wyszły na ulice protestować przeciwko wizycie prezydenta USA i szczytowi G-20, a policja starła się z manifestującymi. Wczoraj szef hamburskiej policji Ralf Meyer oświadczył, że sytuacja w mieście nieco się uspokoiła, ale wieczorem spodziewano się kolejnej fali protestów. Meyer potwierdził, że od czwartku obrażenia odniosło już 160 funkcjonariuszy i co najmniej kilkudziesięciu demonstrantów. Atakowali oni funkcjonariuszy butelkami, kamieniami, drzewcami od transparentów, ostrzeliwali z proc i obrzucali petardami. Wśród prowokujących zamieszki znajdowali się m.in. Włosi i obywatele krajów skandynawskich. Już w nocy ze środy na czwartek nieznani sprawcy spalili salon sprzedaży samochodów Porsche. Dlaczego akurat tej marki? Bo to oprócz Mercedesa i Audi symbol bogactwa. Na którejś z tych firm mogą sobie pozwolić tylko najzamożniejsi, a oni nie należą do ulubieńców antyglobalistów. Krajobraz w Hamburgu przypomina obrazki ze stanu wyjątkowego. Porządku pilnuje ponad 20 tys. policjantów. Wielu z nich z psami. Na drogach leżą betonowe bariery, znane z krajów objętych konfliktami, a nad głowami ludzi szumią wirniki policyjnych helikopterów. Trzon manifestantów stanowią miejscowi członkowie grup antyfaszystowskich z Antify. Prym wśród nich wiodą kibice lokalnej drużyny St Pauli Hamburg. Znani są z tego, że niemal na każdym meczu przygotowują oprawy z Che Guevarą, Nelsonem Mandelą i czerwonymi albo czerwono-czarnymi flagami. To zupełne przeciwieństwo naszych grup kibicowskich, w których obowiązuje antylewicowy sznyt.

Continue reading...