Домой Polish — mix Ekspert: "Państwo powinno eliminować z systemu tzw. drukarnie dyplomów”

Ekspert: "Państwo powinno eliminować z systemu tzw. drukarnie dyplomów”

128
0
ПОДЕЛИТЬСЯ

Afery takie jak z Collegium Humanum sprawiają, że dyplom wyższej uczelni ma coraz mniejszą wartość – mówi prof. Jakub Brdulak, sekretarz Polskiej Komisji Akredytacyjnej.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej «Newsweeka»

Dziękujemy, że jesteś z nami! Foto: Newsweek

Newsweek: Co afera Collegium Humanum powiedziała nam o polskim szkolnictwie wyższym?

Prof. Jakub Brdulak: – To z pewnością nie jest laurka. Sposób funkcjonowania Collegium Humanum, które teraz nazywa się «Varsovia», to mechanizmy dosyć typowe dla tak zwanych fabryk czy drukarni dyplomów. Ich charakterystyczne cechy to minimalizacja kosztów procesu kształcenia, a tak naprawdę brak odpowiedzialności za rezultaty nauczania w modelu stricte biznesowym i brak misyjnego myślenia o szkolnictwie wyższym. Skutek jest taki, że system szkolnictwa wyższego w Polsce jest stawiany w jednym szeregu z Maltą i Cyprem.

Co to znaczy?

– Malta już została wykreślona z EQAR, czyli Europejskiego Rejestru Instytucji Działających na rzecz Zapewnienia Jakości w Szkolnictwie Wyższym. Także Cypr jest przedmiotem troski naszych europejskich partnerów. A teraz również Polska dołącza do tego grona z takimi właśnie systemowymi mechanizmami, które wskazują, że mamy kłopot.

Jakie to mechanizmy?

– Pierwszy, który generuje problem, polega na tym, że w Polsce mogą działać na uczelniach kierunki bez oceny. Europejski obszar szkolnictwa wyższego jest zbudowany na założeniu, że wszystkie kierunki czy programy studiów są ocenione i dzięki temu widoczne w bazie, która się nazywa DEQAR. Prawo wgrywania ocen do tej bazy mają tylko komisje czy agencje zapewniające jakość, wpisane właśnie do EQAR-u. U nas to Polska Komisja Akredytacyjna.

Chyba nikt się w Polsce nie zastanawia, czy jakiś kierunek na uczelni został oceniony, czy nie.

– Bo nie odrobiliśmy pracy domowej.

Kto powinien ją odrobić?

– Po pierwsze ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego i oczywiście Polska Komisja Akredytacyjna. Ta dyskusja powinna się toczyć w Polsce od dawna i schodzić do poziomu zwykłego obywatela. Tak, by mu uświadomić, że szkolnictwo wyższe to trochę bardziej skomplikowana kwestia niż prosty mechanizm rynkowy, że płacę i dostaję dyplom albo nie płacę, więc dyplomu nie mam. Ale żeby była jasność: to nie jest tylko nasz kłopot, zmaga się z nim cały europejski obszar szkolnictwa wyższego. Na przykład Rumunia mniej więcej 15 lat temu była w podobnej sytuacji. Różnica polega jednak na tym, że tamtejsze ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego pochyliło się nad problemem i uznało, że dyplom uczelni wyższej to jest dobro publiczne. Doprowadziło do tego, że można realizować tylko kierunki ocenione pozytywnie przez rumuńską agencję zapewniającą jakość. A ocena dotyczy określonej liczby studentów.

Co to znaczy?

– Jeżeli Rumuńska Komisja Akredytacyjna ocenia kierunek, na którym jest stu studentów, to centralnie wydawanych jest 100 dyplomów. Wie pani, ilu studentów ma teraz uczelnia «Varsovia»?

Kilkanaście tysięcy.

– W systemie POL-m jest ich prawie 16 tys., co nie zmienia faktu, że jutro może być więcej, bo POL-on nie zamraża tych danych, więc są one dość mgliste. Zresztą ze sprawdzaniem też jest kłopot. Polska Komisja Akredytacyjna została wyposażona w mechanizm audytowy, ale zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym, nadzór nad uczelniami sprawuje minister, który ma prawo powoływać zespoły kontrolerskie. I tylko ministerstwo ma prawo kontrolować uczelnie pod kątem legalności.

Robi to kiedykolwiek?

– Jeśli się nie mylę, w całym 2025 roku były 4 kontrole. Polska Komisja Akredytacyjna w tym czasie wykonała ok. 500 ocen oceniając około 800 programów studiów. A mamy w Polsce 10 tys. programów studiów. A przecież PKA ma podpowiadać uczelniom, jak mają być spójne z europejskim obszarem szkolnictwa wyższego, a nie kontrolować.

Proces Boloński polegał na tym, że się umówiliśmy w ramach europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego, że będziemy docelowo uznawać nasze dyplomy.

Continue reading...